Felietony
No Comments Pokrakowskie spotkania z choróbskiem
Po Krakowie została mi nie wiedzieć czemu dziwna duszność i chora krtań. Zauważam nawet pewną zależność z innymi wyjazdami (tegoroczne Kłanino, Lednica), często wracam z chorym gardłem, a dokładnie z niezdolnością do mówienia. Ciężka sprawa. Nie wiem z czym to ugryźć. Do tego dochodzi katar i robi się niemiłe choróbsko. W dzieciństwie wiele chorowałam. Jednak to był czas, gdy podejmowałam trud edukacji „wyższej” – dużo rysowałam poznając przy tym historię mojej Ojczyzny. Pamiętam kiedyś wraz ze mną zachorowała moja Siostra Ania i leżałyśmy sobie w jednym łóżku po przeciwnych stronach kołdry, słuchałyśmy zespołu UB40 i rysowałyśmy z takich dużych czerwonych ksiąg, które prawdopodobnie są pamiątką po pradziadku ze strony Mamy. Było tam mnóstwo niezwykłych rycin koni w najróżniejszych. Skrupulatnie przerysowywałam je. Odkryłam wtedy malarstwo Kossaka, które pogłębiłam gapiąc się w pamiątkowy kalendarz z 1985 roku, który każdy miesiąc zawierał inny obraz tegoż malarza. Tam też w miesiącu sierpniu zobaczyłam datę zakreśloną czerwoną kratką, prawdopodobnie przez mojego Tatę – 6 sierpnia, czyli data moich narodzin. Z każdej choroby widać bierze się coś, co nie do końca jest z nią związane, ale w niej ma korzenie. Jeśli zaistnieje jakiś brak to trzeba go czymś wypełnić – czymś lepszym. Tutaj moim brakiem było nie chodzenie do szkoły. Read more »
