Archive from Luty, 2008
lut 21, 2008 - Felietony    No Comments

Gniezno, na szlaku piastowym w drodze do św.Jana od Krzyża

Wstęp
No i stało się – kolejny wyjazd z Fundacją AMF, tym razem Gniezno. Cóż mogę powiedzieć… cel podróży nie był oczywisty od początku, bowiem gdy dowiedziałam się, że po raz drugi zobaczę Misterium o Św. Janie od Krzyża w wykonaniu stypendystów Fundacji oraz Orgierda Łukaszewicza oraz wspaniałych muzyków:  Anny Mikołajczyk (sopran) i Mirosława Feldgebela (harfa gotycka) to oszalałam z radości. Doskonale pamiętam to przeżycie z zeszłego roku. Byłam wstrząśnięta, poruszona do głębi… Nigdy wcześniej nie spotkałam się z twórczością tego hiszpańskiego mistyka. Nawet nie miałam pojęcia czym jest mistycyzm… pewnie nadal nie do końca wiem i być może nigdy się nie dowiem, ale wtedy oczy nie schły mi od łez. W słowach, które słyszałam, w grze młodych aktorów, w poruszającej muzyce… udało mi sie znaleźć coś, co zdawało sie cząstką mnie samej. Nawet nie musiałam szukać w sumie. Read more »

lut 10, 2008 - Felietony    No Comments

Rzecz o tęsknocie, marzeniach i (wszech)świecie

Czasem lubię wyobrazić sobie, że jest wiosna, że jest ciepło albo że jest środek lata, a noce są tak gorące, że nie da się spać. Wychodzę w środku nocy i patrzę na niebo. Jak teraz – patrzę na chmury i widzę gwiazdy – żyję. Całe życie patrzę na coś i widzę coś innego. Może to objaw choroby psychicznej? Być może i nawet jeśli tak jest to nie zależy mi na tym, by być zdrową. Patrzeć na ludzi i widzieć człowieka to nie lada sztuka, a mi się to czasem udaje. Wtedy mówię, że wszyscy są dobrzy i że wszystkich lubię. Mówię prawdę, ale inni się ze mnie śmieją i pewnie mają rację. A ja? Ja uśmiecham sie i idę dalej. Dziękuję Bogu za łagodność. Jedynym moim bólem jest nie odczuwanie czegokolwiek. Ale to trudno zrozumieć, ja wiem i też łagodnie podchodzę do tego, przestałam wymagać. Wymagałam zbyt wiele od ludzi, teraz to wiem. Zobaczyłam park z tysiącem róż, takich samych. Nic odkrywczego nic nowego, tylko ta wiara w swoją niepowtrzalność. Tak – dziwne, ale to wiara wyróżnia człwowieka, choć tak naprawdę wierzymy w to samo – każdy jeden człowiek potrafi odnaleźć w sobie jaką cząstkę czegoś dalekiego, wobec czego jest bezbronny i czasem nawet w to uwierzy. A tuż obok przemijają ludzie i pokolenia niezmienne. Nie ważne czy jesteś punkiem czy emo, masz w
sobie ten sam ból i te same radości, te same smutki i te same euforie, tylko definicje zmieniasz, nazewnictwo, technologię. Nie ważne kim jesteś – łzy płyną tak samo, niezmiennie, od lat. Posmutniałam, bo patrzyłam na ludzi tymi samymi oczami, ale cały czas inaczej, jakby boleśniej. Muzyka tak samo porusza, ale serce nie bije tak samo i gwiazdy wyglądają inaczej. Nawet to niebo z gwiazdami, których nie widać. A ja nadal jestem przekonana, że tam są.
Dobrze, że to nie ludzie mnie o tym przekonali, bo pewnie już dawno bym się zawiodła, bo oni chcą tylko wiedzieć czy to świecące mieszaniny gazów czy dziurki w czarnym materiale. A ja tam widzę tylko piękno, stałość niezwykłą i wszechświat, wobec którego jesteśmy niczym. Nie interesuje mnie nawet czy jesteśmy sami we wszechświecie, ważne jest to, że jesteśmy niczym wobec takiego ogromu piękna, które czasem czuję, gdy jest środek lata a ja patrzę na gwiazdy i widzę swoją nicość. Wiem, że jestem częścią wszechświata i częścią swoich ludzkich sraw – codzienności, która uczy wszechświata. Dziwne to, ale prawdziwe. Jakby dwa życia toczyły się we mnie, dwa spójne istnienia wszechświata i świata. Część mnie żyje, a druga gdzieś daleko i nie umiem sie odnaleźć. Wtedy wyobrażam sobie, że jest wiosna albo lato, a ja znów patrzę na niebo pełne chmur i widzę gwiazdy… nie jestem marzycielką, nie umiem marzyć, nie rozumiem snów i tego co, będzie, ale wiem, co jest teraz i tu, nawet czasem sie tym zachwycę. To jedyne, w czym obecnie odpoczywam… jedyne.

Uses wordpress plugins developed by www.wpdevelop.com