cze 6, 2008 - Felietony    No Comments

Wywiad ze mną Madzi Kowalewskiej o wieczorze poezji ks.Jana Twardowskiego

„Nocą klękasz i znaleźć chcesz Boga…”- Poezja Ks. Jana Twardowskiego na Scenie Kotłownia

 „Nocą klękasz i znaleźć chcesz Boga,Potem w oczach strach nosisz i łzy – Na dalekich, rozstajnych gdzieś drogach ktoś się zbłąkał i płacze jak Ty”.

Tak brzmiało główne motto zaczerpnięte z wiersza „Człowiek” ks. Jana Twardowskiego na  wieczorze poezji, który odbył się 31 maja na Scenie Kotłownia. Zaprezentowanych było już wiele twórców. W miesiącu maju przyszedł czas na wspaniałego poetę ks. Jana Twardowskiego, niesamowitego i bardzo wykształconego człowieka,  działacza powstańczego. Przybyli miłośnicy poezji przy filiżance herbaty uciekli na chwilę od codziennych obowiązków i skłonili się do refleksji i zadumy nad światem oraz samym sobą tego skromnego, a jakże jednocześnie wielkiego poety.

            „Był to człowiek jak każdy nasz sąsiad, jak najlepszy przyjaciel , a nawet jak łąka barwnych kwiatów – ksiądz , poeta, żołnierz AK i powstaniec”  - w tych kilku słowach ujęła całą osobowość  ks. Jana Twardowskiego prowadząca wieczór Beata Lipska. Jego niezwykle wymowna poezja sprawiła, że nie jednej osobie zakręciła się łza w oku. Ks. Twardowski pisał prosto z serca o wierze, Bogu, człowieku i życiu, nie robiąc przy tym żadnych skreśleń. To właśnie z jego poezji pochodzi dobrze znany nam cytat „ Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą…”.  Sam był przez całe życie jak dziecko – pełen radości, spokoju  i miłości do drugiego człowieka.

            Spotkanie miało szczególny charakter, ponieważ wyjątkowo zostało poprowadzone przez osobę, która znała się z ks. Twardowskim i wielokrotnie go odwiedzała . Beacie Lipskiej, stażystce Sceny Kotłownia, poeta ten jest szczególnie bliski. Postanowiliśmy przybliżyć naszym mieszkańcom historię poznania się Beatki Lipskiej z ks. Janem Twardowskim.

 

M.K :   Dlaczego Twoim marzeniem było spotkać się z ks. Twardowskim?

Beata Lipska: W pewnym momencie mojego życia jego poezja stała się dla mnie podwaliną całej filozofii życiowej i fundamentem, na którym można budować wszystko. Mimo, że wydaje się, że jest ona  łatwa i przyjemna, wbrew pozorom jest bardzo głęboka oraz pełna poważnych życiowych przemyśleń. Jak później okazało się jej refleksje towarzyszą  mi przez całe życie . A jeśli chodzi o samo marzenie spotkania księdza, w ogóle o tym nie marzyłam nigdy . Po prostu to się stało.    

M.K: Czy był to jakiś szczególny przełom w Twoim życiu? Potrzebowałaś jakiejś pomocy? Czy może po prostu coś na to wpłynęło, że sięgnęłaś po poezję ks. Twardowskiego? 

B.L: Natchnieniem był fakt dla mnie, że moja siostra  kiedyś zaznaczyła kolorowym długopisem najlepsze kawałki z  „Elementarza ks. Twardowskiego”. I tak oto w ten sposób przeczytałam jeden wiersz , a potem kolejny i kolejny . Jest to książka, którą czytam najdłużej w życiu, ponieważ cały czas czytam ją od nowa. Po przeczytaniu tego tomiku spotkało mnie  cierpienie, które wymagało  pogodzenia się z nim i przeżycia w godny sposób. Wówczas cała filozofia księdza stała się dla mnie najważniejsza. Moim mottem życiowym jest cytat            ks. Twardowskiego: „ Czasem przyjąć coś od Boga , nawet cierpienie,  to więcej  niż ofiarować”.

M.K: Opowiedz jak doszło do pierwszego spotkania z ks. Janem Twardowskim.

B.L : Pierwsze spotkanie miało miejsce w 2003 r. , gdy ks. Twardowski przyjechał do Komorowa , gdzie była czytana jego poezja przez pana Kolbergera. Tam dałam księdzu list. Generalnie historia listu jest bardzo długa . Były one pisane przeze mnie kilkakrotnie . Raz wysłałam go pocztą , kolejnym razem wręczyłam mu osobiście, właśnie w Komorowie. Najskuteczniejszym sposobem okazał się list podany przez jego przyjaciela Waldemara Smaszcza. Dostałam odpowiedź dzień przed Wigilią . Wtedy nie wierzyłam jeszcze w to, że mogę kiedyś osobiście spotkać się z księdzem Twardowskim. Natomiast historia spotkania jest taka, że wraz z przyjaciółką szukałyśmy kościoła Św. Anny w Warszawie . Rozpoczęłyśmy wędrówkę od Ronda De Gola i szłyśmy całym Krakowskim Przedmieściem, zachodząc do każdego kościoła po drodze. Prędzej czy później musiałyśmy trafić do Kościoła Wizytek, do którego należał ksiądz Twardowski . Przy okazji szukałyśmy kalendarza . Modląc się w kościele zauważyłyśmy napis : „Kalendarze z ks. Twardowskim dostępne w zachrystii ”.  W momencie, gdy zorientowałam się, że to Kościół Wizytek, w którym ksiądz był lektorem, postanowiłam zapytać się siostry o zdrowie księdza. Sprzedała nam kalendarze,  spojrzała surowym wzrokiem spod okularów  i powiedziała: „Można spytać osobiście”. Byłyśmy bardzo zaskoczone. Jak to? Zastanawiałyśmy się. Jak można pójść i po prostu odwiedzić wielkiego poetę, którego tak bardzo się ceni? Było to naprawdę dla mnie niesamowicie wielkie przeżycie i nie do przyjęcia. Jak można tak po prostu powiedzieć : Idę odwiedzić sobie np. Różewicza…

M.K: …albo Szymborską.

B.L : O dokładnie! Poetów w ogóle nie traktuje się jak ludzi Są dla nas jak ikony, niedostępne dla świata. A tu okazało się, że jednak jest to możliwe. Zadzwoniłyśmy do pięknych zielonych drzwi , otworzyła nam gosposia – pani Basia . Stwierdziła, że ksiądz jakby oczekiwał na kogoś.

M.K: I jakie było pierwsze wrażenie?  

B.L : Wrażenie… o Jezu! To człowiek! Poeta jest człowiekiem! Nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, że poeta ma ręce, nogi… Leżał sobie przed nami staruszek na łóżku z takim troszkę błędnym wzrokiem. Uderzające było również to, że był siwy, kiedy całe życie pamiętałam go ze zdjęć i różnych publikacji z czarnym włosami. Okazało się, że farbował je.

Opowiedziałyśmy mu skąd jesteśmy, pamiętał o liście z Komorowa, ksiądz jeszcze wtedy spowiadał… Mim, że był to starszy człowiek, był bardzo otwarty i pogodny.

M.K Czy były  potem jeszcze jakieś Twoje wizyty u księdza?

B.L : Tak, było jeszcze kilka wizyt . Zazwyczaj kiedy byłam w okolicach, postanawiałam zajść do niego. Często byli tam również lekarze, rehabilitanci i różni ludzie. Przychodziłam także z przyjaciółmi.

M.K: A jaki był wygląd domu i pokoju księdza?

B.L : Sam pokój księdza był bardzo charakterystyczny. A jeśli chodzi o dom, był to zwyczajny domek na ternie Kościoła Wizytek . Wokół niego znajdowało się mnóstwo zieleni i wiele kotów. Była to taka oaza w środku Warszawy. Dosyć skromny domek z księgą gości , do której się nawet wpisałam .Pokój księdza sprawiał wrażenie jakby było się w pokoju dziecka lub wchodziłoby się do jakiegoś świata, w którym Jezusowie frasobliwi żyją swoim własnym życiem, a  Matki Boże z ikon na ścianach uśmiechają się. Znajdowało się tam mnóstwo biedronek, mnóstwo ptaszków malowanych, dużo rysunków dzieci, piec kaflowy ozdobiony dziecięcą twórczością , a nawet była poduszka biedronka, którą  posiadam taką samą.

M.K Co utkwiło Ci najbardziej w pamięci z osobowości ks. Twardowskiego?

B.L: Ujęła mnie jego skromność i pisanie wierszy prosto z  serca bez skreśleń. Może to dziwnie zabrzmi, ale ta zdolność emanowała z niego jako z osoby, ponieważ dziwił się, że naprawdę są ludzie, którzy czytają jego poezję. Nie dowierzał, że jest ona tak uznawana wśród ludzi, że w Empiku Szymborska jest pod S, a Twardowski ma swoją własną półkę. On w to nie wierzył. Gdy wychodziłam z wizyty od księdza, sama nie mogłam uwierzyć w to, że naprawdę mogłam się spotykać z tym wspaniałym i wielkim człowiekiem . Przez całe życie nabywał przyjaciół. Dla mnie też był przyjacielem. I mimo wieku i tego, że czasami były chwile milczenia lubiłam po prostu z nim przebywać.

M.K Poezja ks. Twardowskiego jest…

 B.L: Niezwykła, prosta, głęboka. Jest też trochę moja, każdy może powiedzieć, że jest to jego poezja. Pierwsze wersy zazwyczaj wprowadzają w nastrój, a ostatnie zamykają utwór w niezwykłą całość. „Bez krzyża jest ciężej” – ostatnie słowa wiersza „Krzyż”, który czytałam podczas wieczoru poezji. To życiowa prawda.

M.K : Jak wyglądało ostatnie spotkanie u księdza?   

B.L: Byłam wtedy w koszulce z Bobem Marleyem, rozmawialiśmy o poezji, ksiądz był także wielkim znawcą literatury. Zaśpiewałam mu piosenkę „Deszcz jesienny deszcz”. Ksiądz wpatrywał się w obraz wiszący nad wejściem do pokoju . Przedstawiał on Jezusa ukrzyżowanego. Obraz jako jedyny nie pasował do całości wystroju pokoju, lecz był bardzo piękny. Zauważyłam, że ksiądz bardzo zamyśla się nad tym obrazem. Zapytałam, co mogę dla niego zrobić i czy może w czymś pomóc . A on powiedział: „Czy mogłabyś mi przynieść butelkę coca coli ?”. Taki właśnie był ks. Twardowski – bardzo otwarty i szczery.  Nie wiedziałam, że to była już ostania wizyta . Niestety butelki coca coli nie zdążyłam przynieść. 

M.K: Beatko, dokończ na zakończenie myśl- Chciałabym, aby…B.L … ludzie byli tak prości  i tak szczęśliwi jak ks. Twardowski M.K : Dziękuję za rozmowę.                                                                                                              Magdalena Kowalewska


tw.jpg


tw 3.jpg
tw 8.jpg

tw 10.jpg

tw 7.jpg
tw 13.jpg

tw 14.jpg

Got anything to say? Go ahead and leave a comment!

You must be logged in to post a comment.

Uses wordpress plugins developed by www.wpdevelop.com