wrz 30, 2008 - Recenzje filmowe    No Comments

“Edward Nożycoręki”- recenzja

„Edwarda…” obejrzałam będąc jeszcze dzieckiem. Pamiętam, że bardzo podobał mi się ten film. Zostawił we mnie niezwykle pozytywne wrażenie, mile wspominam całą fabułę, mimo że pamiętałam urywki i to nawet takie trudne. Pamiętałam bowiem moment, kiedy Edward otrzymuje „dłonie” i jego stwórca umiera w tym momencie. Widok niszczonych dłoni w nożycach Edwarda….  Pamiętam też figury, które wycinał z tych krzewów. No cóż. Po tylu latach obejrzałam. Oczwywiście inaczej na to patrzę. Może mniej dosłownie. Dziś widzę jak bardzo przerysowane są te wszytkie sytuacje ukazane w filmie, ale oczywiście przerysowane raczej w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jest to bajka o tym skąd się bierze śnieg? Czy bajka o mądrości nie zadawania się z „normalnymi” ludźmi, bajka o dobru i złu, bajka o miłości, o poznaniu świata… o hipokryzmie, o głupocie, chciwości, chorych namiętnościach, przerysowanej religijności (uśmiałam się, gdy Edward wyciął szatana w krzewie jednej z sąsiadek). Prawda? Autentyczność? Rozczarowanie? Odtrącenie? Edward kojarzy mi się z Mały Księciem – tak samo poznaje świat, dobro zło, przyjaźń, namiętności, miłość. Rozczarowuje się, poznaje ból, strach, zostaje odtrącony. Ale kocha. Co więcej – jest kochany, ale też nie od razu. Dziewczyna miała wybór – poznawać go dalej lub doszczętnie odtrącić. Ale wtedy nie poszła by dalej. Nie znałaby zimy… płatków śniegu. Do wszytskiego trzeba dojrzewać w życiu? Nawet gniewu, żalu… Ile trzeba przejść? Ile nieporozumień, żeby być zrozumianym? Ile łez, żeby poczuć radość? Jak bardzo samotnym trzeba być, żeby zrozumieć czym jest miłość? Ile trzeba stracić, żeby zyskać wieczność?

Edward Nożycoręki – z pokaleczoną twarzą, nieuporządkowaną fryzurą, czarnymi jak węgle oczami – ktoś mógłby powiedzieć bez wyrazu… Parias. Inny niż wszyscy. Nadwrażliwy. Każda emocja dodaje mu nową szranę na twarzy, leci mu krew… czasem mam wrażenie, że Bóg stworzył nas niedokończonych, z jakimś „felerem”, co czyni nas bardziej obolałych, ale jedynych w swoim rodzaju. W filmie padło nawet zdanie: gdybyś nie miał nożyc, byłbyś jak każdy z nas. Chcę wierzyć, że ten „feler” to pole dla miłości. Czy tak jest, nie jestem w stanie odpowiedzieć na 100%. Choć teraz oglądam sobie koncert U2 i gdy widzę z jakim zaangażowaniem Bono śpiewa „…in the Name of Love” to jest mi jakoś tak na duszy ciężko. Może w istocie to wszystko jest… „in the Name of Love”. Nie wiem. Ale jedno jest pewne być takim jak Edward nie jest łatwo, ale jak bardzo się wtedy żyje? A co to znaczy bardzo żyć? Pełnią życia? Tak, ale co to znaczy? Pełnią radości, pełnią smutku, pełnią siły i pełnią cierpienia, pełnią miłości, nawet pełnią samotności. Inne życie gnije, traci sens. Bez pełni umieramy wewnętrznie, cofamy się.

Drzewem poznania dla Edwarda było to pastelowe miasteczko pełne konfidentów. A co jest Twoim drzewem życia? Co? A czy Ty wiesz czym jest dobro i zło? A czy Ty wiesz po co jest Twoje życie? A czy Ty wiesz, że będziesz cierpieć? A czy Ty wiesz, że będziesz szczęśliwy? A czy Ty wiesz, gdzie mieszka Twój sens życia? A może to, co jest teraz dla Ciebie dobrem okaże się złem? Co Ci daje pewność? W kim masz oparcie? Co będzie jutro? Kto będzie obok Ciebie jutro? Czemu Ty ufasz? Co Cię wzrusza? Co Cię denerwuje? Co sprawia, że żyjesz? Kiedy ostanio zatrzymałeś się na swoim sercem? Czy Ty w ogóle wiesz, że żyjesz? Kiedy czujesz się rozumiany? Jak to wyrażasz? Rzeźbisz krzewy w swoim ogrodzie? Budujesz swoje własne drzewo życia? Czy jest piękne? Czy są tylko połamane drzewa? Zauważ, że na koniec w ogrodzie Edwarda jest tyle kwiatów… tyle kwiatów… tyle piękna… ale jakim kosztem.

Dobranoc.

Got anything to say? Go ahead and leave a comment!

You must be logged in to post a comment.

Uses wordpress plugins developed by www.wpdevelop.com