lis 11, 2009 - Recenzje teatralne    1 Comment

Słodko – gorzki smak Czechowa, czyli „Iwanow”

iwanow_akpa_7376_460x370Nie mam zbyt wielkiego doświadczenia z teatrem – oprócz kilku obejrzanych sztuk i stażu w „Scenie Kotłownia”. Zawsze przerażała mnie wizja pójścia do teatru – bo trzeba się ładnie ubrać, bo trzeba się skupiać, bo jest ciemno, bo trzeba umieć się zachować itd. Proces oswajania z teatrem zaczął się właśnie w Kotłowni. Na szczęście też dałam się namówić na wyjazd do Teatru Narodowego na „Iwanowa” pióra Czechowa. No cóż, moje doświadczenia z Czechowem sprzed dwóch lat (spektakl obejrzany w Krakowie „Mewa”) wskazywały na najwyższą półkę sztuki, ale czy ja się nadaję do oglądania takich sztuk. Ja naprawdę jestem prostym człowiekiem, nie zrozumiem połowy i co ja pocznę? Mogę mieć zaledwie satysfakcję z obejrzenia takich gwiazd jak: Jan Frycz, Danuta Stenka, Janusz Gajos, Andrzej Łapicki, Krzysztof Stelmaszczyk, Grażyna Szapołowska, Karolina Gruszka, Anna Seniuk, Jarosław Gajewski. Naprawdę długo się nastawiałam psychicznie na tą sztukę. Nie znam się na grze aktorskiej, ale generalnie podobało mi się, ale i tak treść spektaklu jest najważniejsza… i zdecydowanie łyknęłam dwuaktowy spektakl.

plakat_iwanow_podgladW pierwszym akcie człowiek odnajduje się w sytuacji – kto jest kto. Tytułowy Iwanow to bardzo specyficzna postać – pogrążony w melancholii, jakimś marazmie człowiek po 40 -tce (tak wnioskuję ze sztuki, choć u Czechowa Iwanow miał ok.35 lat zaledwie – podstarzenie jest zabiegiem reżysera zapewne). Dla kontrastu chyba w pierwszej scenie widzimy dialog Iwanowa z osobą graną przez Krzysztofa Stelmaszczyka – zupełna odwrotność naszego głównego bohatera – o ile jeden przeżywa wszystko tak drugi do wszystkiego podchodzi „lekko”. Dalej poznajemy Hrabiego (Andrzej Łapicki – świetny w tej roli) – kuzyn Iwanowa zamieszkujący jego dom po śmierci żony. Potem poznajemy żonę Iwanowa – w tej roli Danuta Stenka. W miarę rozwoju akcji dowiadujemy się, że żona Iwanowa dla niego porzuciła rodziców, wiarę (była Żydówką), odcięła się od wszystkiego i wyszła za Iwanowa. Wielka burzliwa namiętna miłość zgasła po 5 latach małżeństwa (i tak długo). Kobieta zapadła na suchoty, relacje małżeńskie też nie pomagały, w sztuce poznajemy ją umierającą. Podejście Iwanowa do żony nacechowane jest egoizmem: odczuwa on co wieczór smutek i nie może wysiedzieć w domu – przy umierającej żonie. Odwiedza on bowiem dom Ledwiediewów, jak się potem okazuje nie bez powodu odnajduje tam ulgę i utulenie w bólu wewnętrznym poprzez relacje z młodą Saszą (w tej roli Karolina Gruszka), która w rezultacie wyznaje mu miłość.

Myślę, że nie ma sensu opisywać całej historii, ale warto tu wspomnieć o roli ojca Saszy. Postać grana przez Janusza Gajosa wzbudziła we mnie ogromną sympatię. Może nie tylko przez genialną kreację aktorską, ale podejście bohatera do życia – nie przerysowane, szczere, proste – mimo że zdecydowanie nadużywał alkoholu i żył w cieniu skąpej żony, dla której liczyły się tylko pieniądze. Tylko. A on w całym skomplikowaniu danej sytuacji potrafił odnaleźć takie „oczywiste oczywistości”. Jego ojcowska postawa wzruszyła mnie.

iwanow

Iwanow to bohater, na którego spojrzałam dwojako:

Perspektywa nr 1
Tytułowy Iwanow naprawdę jest człowiekiem z problemami emocjonalnymi, w istocie ożenił się z Żydówką z miłości, pogrążył się w problemach finansowych nie ze swojej winy, szczerze kochał Saszę i wikłał się coraz bardziej w różne sytuacje jakby płynąc z nutem wyznaczonym przez ludzkie gadanie. Ofiara środowiska, zaszczuty, samotny, bezsilny, nierozumiany, nadwrażliwy.

Perspektywa nr 2
Naprawdę jest swoistego rodzaju wyrachowanym, zimnym łajdakiem, kierującym się ambicjami majątkowymi. Niepotrafiący odnaleźć pozytywnej strony życia wyniszczając tym ludzi, którzy go kochają i cenią. Beznadziejny przypadek bezsilny wobec samego siebie, ale też zdecydowanie i z premedytacją bierny wobec jakiegokolwiek cierpienia.

Co więcej? Te dwie perspektywy, choć nieco sprzeczne dowodzą tego, że tak naprawdę nasz główny bohater jest pełen sprzeczności i ta sprzeczność go rozrywa od środka i kończy się to źle. A jak się kończy? U Czechowa prawdopodobnie jest to samobójstwo – u Jana Englerta (reżyser) jest to coś, o czym nie będę pisać, żeby nie psuć odbioru.

Jak ja osobiście odbieram spektakl? Otóż wniosków jest całe mnóstwo – jeden z nich to fakt, iż nie można budować szczęścia na czyimś nieszczęściu: małżeństwo z Żydówką pozbawiło jej rodziców dziecka, natomiast ją samą miłości rodzicielskiej, miłość do Saszy kosztem życia własnej żony też nie jest dobrym wyjściem. Chore drzewo nie wyda dobrych owoców. Jeszcze jeden dla mnie bardzo ważny wniosek: coś, co dla mnie jest skomplikowane dla innych jest bardzo proste. Nawet jeśli ja będę nieskazitelna dla siebie, a ludzie widzą to po swojemu to na pewno nie można ich trzymać w tym przekonaniu albo mieć ten fakt w głębokim poważaniu.

I na koniec chcę wyrazić wdzięczność za to, że zostałam wyciągnięta przez Rafała na ten spektakl. To była uczta. Prawdziwa uczta duchowa.

1 Comment

  • Pozwolę sobie dorzucić słów kilka o Iwanowie (o postaci, nie sztuce). Ja widzę Iwanowa nieco inaczej. Przede wszystkim, Iwanow jest spójny, nie ma w nim sprzeczności. Problem tkwi w niezgodności osądu ze stanem rzeczy. Iwanow nie jest takim zimnym, cynicznym draniem, jak postrzega go jego otoczenie. Z pewnością jest człowiekiem emocjonalnym i, jak to ludzie emocjonalni, jest niestabilny (gdyż emocje z natury swojej są niestabilne). Jego nieszczęście tkwi w jego nie do końca uświadomionym egoizmie. Większość zmian Iwanowa w sferze emocjonalnej (będącej motorem jego działań) wynika z fluktuacji stopnia samoświadomości własnego egoizmu. I to tyle na ten temat.
    P.S. Gajos jest rewelacyjny :)

Got anything to say? Go ahead and leave a comment!

You must be logged in to post a comment.

Uses wordpress plugins developed by www.wpdevelop.com