lis 29, 2009 - Felietony    No Comments

„Nie urodziłem się artystą…” – wrażenia po koncercie Jarosława Chojnackiego

OLYMPUS DIGITAL CAMERAW ten listopadowy mroźny wieczór taka uczta duchowa to naprawdę coś wielkiego. Mój zasób słów jest zbyt ubogi, żeby wyrazić to, co czułam słuchając poezji śpiewanej w wykonaniu Jarosława Chojnackiego. Niesamowity głos, niesamowity przekaz, niesamowity klimat. Świetny kontakt z publicznością, niezwykle otwarty człowiek, interpretacje zawodowe. Po prostu wyszedł człowiek i wyśpiewał prawdę, trudną prawdę o człowieku – o mnie, o każdym z nas. Druzgocąca tematyka i humor w przerwach. Słuchanie wymagało wielkiego skupienia (ja skupiałam się, żeby nie zacząć szlochać – naprawdę wzruszające były kawałki). A przerwy wypełnione jego ciepłymi opowieściami były jakby wytchnieniem dla przyjęcia nowej fali prawdy.  Próbuję sobie przypomnieć teksty… Znowu czuję się jakby ktoś dotknął mojej duszy. Katharsis w pełnym tego słowa znaczeniu.

Klimat, który stworzył w naszej Kotłowni Jarosław Chojnacki… ludzie oklaskiwali go bardzo długo, owajca na stojąco. Należało się w każdym calu. Nawet podjęliśmy dialog jako publiczność :) bo prawda jest taka: większość ludzi znała jego piosenkę „Nie wracajmy jeszcze na ziemię”. Określił ta piosenkę jako poetry-disco-polo, naciskając, żebyśmy zapomnieli to wykonanie, bo nie chciałby się stać piosenkarzem jednej piosenki. A zdecydowanie wcześniejsze utworzy były zdecydowanie lepsze. I ta interpretacja! Niesamowite! Rafał Swaczyna zrobił przysługę ogromną duszy mojej i pokazał ilu jest wrażliwych ludzi w naszym mieście. Dla takich chwil warto czekać długo. Prawdziwa uczta. Nic dodać nic ująć

Got anything to say? Go ahead and leave a comment!

You must be logged in to post a comment.

Uses wordpress plugins developed by www.wpdevelop.com