Felietony
No Comments „Nie urodziłem się artystą…” – wrażenia po koncercie Jarosława Chojnackiego
W ten listopadowy mroźny wieczór taka uczta duchowa to naprawdę coś wielkiego. Mój zasób słów jest zbyt ubogi, żeby wyrazić to, co czułam słuchając poezji śpiewanej w wykonaniu Jarosława Chojnackiego. Niesamowity głos, niesamowity przekaz, niesamowity klimat. Świetny kontakt z publicznością, niezwykle otwarty człowiek, interpretacje zawodowe. Po prostu wyszedł człowiek i wyśpiewał prawdę, trudną prawdę o człowieku – o mnie, o każdym z nas. Druzgocąca tematyka i humor w przerwach. Słuchanie wymagało wielkiego skupienia (ja skupiałam się, żeby nie zacząć szlochać – naprawdę wzruszające były kawałki). A przerwy wypełnione jego ciepłymi opowieściami były jakby wytchnieniem dla przyjęcia nowej fali prawdy. Próbuję sobie przypomnieć teksty… Znowu czuję się jakby ktoś dotknął mojej duszy. Katharsis w pełnym tego słowa znaczeniu.
Klimat, który stworzył w naszej Kotłowni Jarosław Chojnacki… ludzie oklaskiwali go bardzo długo, owajca na stojąco. Należało się w każdym calu. Nawet podjęliśmy dialog jako publiczność
bo prawda jest taka: większość ludzi znała jego piosenkę „Nie wracajmy jeszcze na ziemię”. Określił ta piosenkę jako poetry-disco-polo, naciskając, żebyśmy zapomnieli to wykonanie, bo nie chciałby się stać piosenkarzem jednej piosenki. A zdecydowanie wcześniejsze utworzy były zdecydowanie lepsze. I ta interpretacja! Niesamowite! Rafał Swaczyna zrobił przysługę ogromną duszy mojej i pokazał ilu jest wrażliwych ludzi w naszym mieście. Dla takich chwil warto czekać długo. Prawdziwa uczta. Nic dodać nic ująć