O filmie „Obywatel Milk” usłyszałam przy okazji premiery w Polsce, która miała miejsce 23 lutego 2009. Pokusiłam się o obejrzenie zwiastunu i ujrzałam Seana Penna w roli homoseksualisty – takiego, jakiego sobie wyobrażałam – lekko zniewieściałego, nawet można powiedzieć, że delikatnego. Film opiera się na kanwie opowieści nagranej przez tytułowego Milka na dyktafonie. Opowiada on historię swojego życia mając świadomość, że nie może dłużej kusić losu oraz ludzi mu nieprzychylnych. Czuł, że zginie. Film zaczyna się momentem, gdy Harvey Milk kończy 40 lat i podrywa Scotta! Scena uderza swoją dosłownością… podrywu! No i stało się – wielka miłość?! Zawsze zastanawiałam się czy taka miłość jest… czy może być prawdziwa. Szukałam odpowiedzi w tym filmie. Uzyskałam odpowiedź na inne pytanie – jakie mechanizmy rządzą ludzkim życiem, jakie mechanizmy rządzą polityką. Jest to świetny polityczny film. O tym jak tworzy się środowisko, jak pozyskuje się nowych ludzi o wspólnego działania. Harvey Milk był męczennikiem – to nie ulega wątpliwości. Zginął. Jakim był człowiekiem – nikt tego nie ocenia, ale został zamordowany w imię czego? Nie to, że był homoseksualistą sprawiło, że zginął, ale ludzka zawiść, niechęć, gra polityczna. Dokładnie – gra polityczna. Bawienie się w politykę odczłowiecza, Harvey zatracił się, zatracił miłość, ale nie tożsamość, zapłacił życiem. On walczył nie tylko o prawa gejów, ale zwykłe ludzkie prawa. Nie poddawał się. Porażki. Krok do przodu, dwa do tyłu, a on wychodził i mówił: „I’m Harvey Milk”. Obdażony charyzmą polityk, nie najmłodszy, zatopiony, zaangażowany kosztem swoim i Scotta. Obaj żyjący w strachu przed zamachem, obaj przeciwstawiający się niechęci.
Read more »