Felietony
No Comments Antony and the Johnsons, czyli dlaczego dziękuję za muzykę
Często, gdy się modlę, dziękuję Bogu za wiele rzeczy. Za to, że żyję, za rodzinę, za przyjaciół, za pracę, za cierpienie też mi się zdarza. Dziękuję głównie za to, że w tym życiu dane mi jest jakoś wzrastać, a nawet, gdy idę wstecz to zdecydowanie jest ktoś, kto mi to powie, albo sytuacja, która otworzy mi oczy. Czasem kolorowy ptak usiądzie na poręczy mojego balkonu w szary dzień, czasem to wystarczy. Zaraz odleci, a ja widzę jak moje życie szarzeje wraz ze światem, a tak niewiele trzeba. Nigdy nie dziękowałam za muzykę. Nigdy przedtem. A przecież towarzyszyła mi zawsze. Od najmłodszych lat. W radościach i cierpieniach. Walczyłam o życie i słuchałam muzyki na małym radyjku ze słuchawkami. Jetem prostym odbiorcą, nie potrzeba mi wiele. Czasem wystarczy usłyszeć, to czego właśnie potrzebujesz. Muzyka jest dobrym przyjacielem, mimo, że nie da ci w mordę i nie postawi cię na nogi, ale pogłębi każde twoje uczucie – czy jest to radość czy euforia a nawet wielki smutek. Miałam nawet serię składanek „na pogłębienie doła”. Muzyka zbliża do granic naszej wrażliwości. Ta granica jest ruchoma – całe życie pogłębiana – może iść w różnych kierunkach. Zauważyłam, że u mnie coraz trudniej muzyce dotykać granicy mojej wrażliwości. Read more »

