Archive from Styczeń, 2010
sty 29, 2010 - Felietony    No Comments

Lipnicka w moje imieniy w Fabryce Trzciny…

… nawet się prawie zrymował tytuł wpisu. Co do tego koncertu… no to idziemy. Nie ma to tamto. Bilety 110 zyla, ale trzeba będzie się sprężyć – zwłaszcza, że wino gratis ;) co więcej mogę powiedzieć? Anita Lipnicka wydaje mi się coraz bardziej intrygującą osobą – pisze bardzo dojrzale, z humorem, jest taka „swoja”.

Oto tekst ze strony Fabryki Trzciny – miejsca, gdzie koncert się odbędzie:

ANITA LIPNICKA
2010.03.08 – godzina 20:30
Cena biletu: 110 zł /w cenę biletu wliczona jest lampka wina/

Od dziecka marzyłam by grać na pianinie. Skończyło się na skrzypcach. Z lekcji pamiętam tylko wielkie buty mojego nauczyciela. Szło mi widocznie nie za dobrze skoro wzrok miałam ciągle wbity w podłogę. Wytrwałam jeden semestr… Dwa lata temu, podczas nagrań naszej ostatniej płyty z Johnem, zasiadłam sobie w studio za wielkim koncertowym fortepianem i zaczęłam niezdarnie pieścić czarnobiałe klawisze… „ You have piano Fingers!” – usłyszałam głos zza pleców. To był Chris Eckman, nasz producent. „You’ve got the right touch, you should play the piano”. Ja? Grać na piano? Przecież już stara jestem! Ja zacząłem jak miałem 36 lat. Spróbuj!.” Pół roku później zakupiłam w muzycznym prosty Keyboard Yamahy. I mnie opętało…
… Otworzyłam tajemne drzwi i trafiłam na mój „Hard Land of Wonder” – SUROWĄ KRAINĘ CUDOWNOŚCI… Zamiar był prosty: skonstruować prawdziwą emocjonalną bombę przy użyciu minimalistycznych środków wyrazu. I tak oto, na piętnastolecie mojej działalności artystycznej, jakie właśnie w tym roku mi wypada, wychodzę do ludzi z płytą absolutnie debiutancką! Tak o niej myślę. Bo to mój pierwszy całkowicie autorski i przeze mnie wyprodukowany album.
Miałam dużo szczęścia. Od samego początku był ze mną Cameron Jenkins, mój długoletni znajomy z Anglii, z którym nagrałam wcześniej trzy płyty w Londynie. To Cameron przekonał mnie bym nagrała wszystkie fortepiany sama, twierdząc, że cały ich czar polega na tym, że są takie ‘nieprofesjonalne’. I tak oto człowiek stamtąd pozbawił mnie kolejnego kompleksu. Podeszłam do sprawy na luzie i udało się! Przy użyciu współczesnej techniki oraz bardzo niewspółczesnego (ponad stuletniego) instrumentu zarejestrowaliśmy na taśmie materię ulotną i natchnioną.
Pewnie jeszcze wszyscy będą chcieli wiedzieć: Dlaczego po angielsku? A no tak się naturalnie sklejały słowa z melodiami, tak więc pozostało. Poza tym, blisko 8 lat spędzonych w anglojęzycznym duecie przekręciło mi głowę w jednym kierunku. Inna rzecz – cóż, mam marzenie: chciałabym wypłynąć z moją muzyką na jakieś szersze wody. Teraz albo nigdy. Tak czuję. Śpiewając po polsku bardzo ograniczyłabym sobie szanse na spełnienie tego pragnienia. Ostatni powód podaje szeptem: rzeczy, o których śpiewam są tak osobiste, że wstydziłabym się o nich opowiadać w języku ojczystym. Tekstowo to płyta o miłości i zdradzie, związkach małżeńskich i pozamałżeńskich, o kochankach przeklętych i wyśnionych… W końcu bycie w stałym związku ani posiadanie rodziny nie uchroni nas od egzystencjalnych wewnętrznych poruszeń, nie zapewni spokoju ducha ani nie poskromi dzikości serca… Ups, a nie mówiłam, że to sprawy trudne do poruszania? – istny Hard Land Of Wonder. Surowa Kraina Cudowności i Trudny Grunt Zadumy w jednym. Użyłam więc angielszczyzny, jako wdzięcznego kamuflażu żeby sobie o tym wszystkim pośpiewać. Kto chce, niech sięgnie po słownik i sobie to rozszyfruje. Taka drobna zagadka kryminalna. Ode mnie dla Was.

Anita

„(…) nowy album Lipnickiej jest propozycją dojrzałą i oryginalną. Nie mami fajerwerkami, lecz wystarczy się skupić, by oczarował wysmakowanymi detalami. Jest wyciszony, lecz będzie o nim głośno.”

Jarek Szubrycht
„Przekrój” 48/2009

sty 26, 2010 - Felietony, Recenzje filmowe    No Comments

‘How ‘Depp’ is your dream?’, czyli rzecz o „Arizona Dream”

Plakat filmowy

Nie wiem dlaczego, ale ten film wywołał we mnie falę jakiegoś odrętwienia.Gdy usłyszałam od mojej koleżanki, że jest to film o człowieku i rybie to w pierwszym momencie pomyślałam, że jest dziwne zestawienie, jednak opowiedziała mi o tym jak flądra, bo o takiej konkretnie rybie jest tu mowa, zmienia się, przechodzi jakieś… przeobrażenie?

Z Wikipedii:

Flądry charakteryzują się asymetrią budowy ciała. Dorosłe ryby przez większość czasu spoczywają na dnie morskim na lewym boku, w tej pozycji również poruszają się. W związku z tym ich prawe oko przemieszczone jest na lewą stronę głowy. Kąt pomiędzy kierunkami obojga oczu flądry wynosi około 70°. Znacznie przesunięta ku stronie brzusznej jest lewa płetwa piersiowa. Asymetryczne jest również ubarwienie – prawa strona, skierowana ku górze, jest ciemnopigmentowana, lewa, skierowana w dół, jest jasna.

Dorosłe flądry coś straciły, by coś zyskać. Chyba na tym to polega. W „Arizonie” obserwujemy przeistoczenie młodego Alexa. Świat ukazany w filmie zdaje się być z pogranicza snu i rzeczywistości. W pewnym momencie miałam wrażenie, że może jednak mu to się wszystko śni po prostu. Raczej miałam nadzieję. Szczerze mówiąc to główny bohater wpakował się w niezłe… bagno. O ile bagnem można nazwać relacje dwóch kobiet: macochy i pasierbicy, które nie pałają do siebie pozytywnymi emocjami, a przynajmniej nie zawsze. Jedno jest pewne – potrafią. Czytając jedną z recenzji, znalazłam bardzo trafne określenie na ich osobowości, bo w istocie były bardzo freudowskie. Nic dodać, nic ująć. Tragedia wydarzyła się, gdy wszystko zdawało się już być jasne i dobrej drodze. A może właśnie się za dużo wydarzyło? Życie zdaje się przenikać powtarzający się sen, który wraca, póki się nie dopełni. I dopełnił się w tragiczny, nieprzewidywalny sposób. Ale czy do końca nieprzewidywalny? Czasami niektóre sytuacje są nieuchronne i o tym też ten film jest. Naprawdę trudno go opisać. Jest skomplikowany – trudny do interpretacji, jak sen.

Bardzo dobra rola Johnego Depp’a. Kawał dobrej roboty.

Ile dajemy?

Film 9/10

Muzyka filmowa 10/10

Źródło: http://arizona.dream.filmweb.pl/

sty 26, 2010 - Stróż Aniołów    No Comments

Męska decyzja…

Drodzy Czytelnicy,

wstępny projekt okładki

podjęłam iście męską decyzję. Chodzi o zalążek mojej książki. Dobiegały mnie bardzo pozytywne głosy na temat tegoż tworu mojej wyobraźni, ręki i słowa. Nie mogę tego tak zostawić. W trosce o prawa autorskie, zdecydowałam zdjąć z bloga zalążek i pielęgnować go na własną rękę, opublikować go w całości już i do tego na… papierze. Plan jest prosty. Chcę „Stróża Aniołów” napisać, złożyć, zredagować, zilustrować i… wydać. Może na własna rękę – nie wiem, ale spróbuję gdzie się tylko da. Jest tylko jeden poważny warunek – muszę go skończyć. Głowę i tak mam ciężką od noszenia wszystkiego tylko w wyobraźni. Nie wiem ile jeszcze trzeba będzie poczekać na całość – 2 lata? 3 lata? 10 lat? Zobaczymy. Równie dobrze mogę przysiąść w wakacje. Nie wiem. Muszę spróbować – inaczej się nie dowiem. Jeżeli książka stanie się poczytna, będę najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Póki co muszę być ostrożna, więc… teksty znikają z mojej strony. Dziękuję za pozytywny odzew, będzie to dla mnie bodziec do dalszego tworzenia. Jeżeli nawet wydawnictwa nie skuszą się na tekst to wydam to własnym nakładem – mogę sama sobie złożyć całą książkę, od strony merytorycznej mam bardzo oddaną i niezastąpioną Pomoc, więc damy radę. Póki co… cierpliwości.

Strony:1234567»
Uses wordpress plugins developed by www.wpdevelop.com