sty 11, 2010 - Recenzje płytowe    No Comments

„The Elements of Freedom” – recenzja płyty Alicii Keys

„Too bad…” nie dlatego, że „…love is blind”, ale że płyta jest… kiepska. Przynajmniej dla mnie. Wiązałam z tą płytą ogromne nadzieje, zwłaszcza po singu w duecie z Jay-Z – „Empire State of mind” lub jak kto woli „New York”. Utworek jest świetny, a tu dostaliśmy płytę nijaką, bez odkrywczych brzmień, bez tego czegoś tak charakterystycznego brzeminiowo, bez ambitnych rozwiązań zarówno muzycznych jak i tekstowych. Zapowiadało się naprawdę nieźle – poprzednia płyta była dla mnie zadziwiająca, a tu klops. Jeszcze pojedyńcze kawałki są do przełknięcia „Doesn’t Mean Anything” jest naprawdę sympatyczne. Nie ma fajerwerków, jest ckwliwe, mdłe i podchodzi pod Natashę Bedingfield, ale wpada w ucho i daje jakiś taki power, ale reszta? Na przykład duet Beyonce… no całkiem dziewczyny pojechały nie w tą stronę. Takie „sialala” a al RMB i to też niekoniecznie dobrego. Pamiętam duet z Eve w utworze „Gangsta Lovin” – to przynajmniej miało jakiś pazur. A to? Jakiś rytm i pod to przyśpiewki. Pamiętam też duet z Usherem – „My boo” – to był kawałek! Spodziewałam się czegoś innego. Chociaż, w sumie sama nie wiem czego do końca się spodziewałam. Trudno. Płyty nie polecam. Jedyne dobre zjawisko to utwór „Empire State of Mind” i dla tegoe właśnie utworu właśnie przesłuchać całe wydawnictwo.

Dajemy 3/10

Got anything to say? Go ahead and leave a comment!

You must be logged in to post a comment.

Uses wordpress plugins developed by www.wpdevelop.com