sty 25, 2010 - Recenzje filmowe    No Comments

Efektowny sen, czyli recenzja „Avatara”

Plakat filmowy

Warto. Zdecydowanie warto zobaczyć ten film. Owszem – fabuła rodem z Pokahontas, ale powalił mnie totalnie: pod względem technicznym (za kilka lat filmy będą wykonywane tylko w 3D, a przynajmniej te komercyjne), przesłanie też jest dobre, mimo, że dość banalne (twórcy Apocalypto mogli mieć podobne, choć to tylko moje subiektywne zdanie), co więcej? Jest to magiczny świat bez dwóch zdań. Pochłania, nie tylko ze względu na emocje, ale także ten aspekt techniki 3D sprawił, że czułam się tam… obecna? To chyba głupie, ale nie obchodzi mnie to. Bawiłam się świetnie – teoretycznie wiedziałam co się stanie, ale przeżywałam ucieczki, te wszystkie sytuacje podbramkowe, tą naturę, stworzenia, jakiś mistycyzm. Wszystko, co jest w filmie jest nie dość, że bliskie człowiekowi to też jest bliskie jego snom, jego naturze, spychice.

Jake Scully i jego Avatar

A może właśnie tak jest – aby żyć bez lęku, trzeba żyć zgodnie z naturą, z tym tajemniczym obiegiem energii – jak zwał tak zwał, ale Avatar także traktuje o tym. Zaskoczyła mnie ekspresja postaci – niby amerykański film, ale dziewczyna naszego głównego bohatera jest pełna emocji, pozbawiona zahamowań w okazywaniu ich. Mimo, że to tylko animacja komputerowa, ale poziom napięcia w jej… oczach… ton głosu, ruchy… to jakoś dawało jedną ciekawą całość. Miłość! Też to dobry był wątek, nieodzowny w każdym amerykańskim filmie, ale… pozytywnie sie to ogląda. Nie jest niesmaczny ani jakiś taki sztuczny.

Trzeci wymiar

Romans stulecia to to nie jest, ale uroczo bardzo było :)

Co mi jednak przeszkadza w filmach 3D… nie można się do końca „rozejrzeć”. Lubię sobie popatrzeć w filmach w inne miejsca niż wskazuje na to kamera – tutaj otoczenie jest zwyczajnie potraktowane głębią ostrości, która nie pozwala się oddać obserwacjom wyostrzonych miejsc wedle naszej percepcji. Cóż… każdy ma inną.

Szczegóły

Nawet ucha mają prześwitujące! ;) Świetnie fosforyzują kwiaty i latają takie niby żabki… i wszystko – nawet świat ludzi jest bajkowy. I te konie z 3 parami nóg! Psy są straszne! Bałam się ich. A maszyny z przyszłości – miodzio, nawet były starannie ubrudzone.

Fabuła

Rodem z Pokahontaz, podobno nawet ktoś przerobił recenzję Disneyowskiego hitu, zmieniając imiona bohaterów na te avatarowe i na jedno wyszło. Trudno. Ale i tak film jest na tyle porażający technicznie, że widz zapomina o banale fabuły (u mnie tak było). Doznałam kompletnego zapomnienia, gdy zaczęli ujeżdżać smoki. Ale są motywy „głębokie”  – najbardziej podobało mi się stwierdzenie, że każdy człowiek rodzi się dwa razy: raz naprawdę,a  drugi raz gdy znajduje swoje miejsce wśród ludzi. Jest to niepodważalna prawda, ale tak realnie usłyszałam ją pierwszy raz. Nieukrywam, że wzruszałam się kilka razy. Może dlatego właściwie pojechałam po dwóch dniach na kolejną dawkę Avatara. Trzeciej nie będzie. Wystarczy… ale te kolory! Będzie kusić.

Ile dajemy?

7/10

Got anything to say? Go ahead and leave a comment!

You must be logged in to post a comment.

Uses wordpress plugins developed by www.wpdevelop.com