Recenzje filmowe
No Comments „Nell”, czyli o tym, że smutek jest chorobą
Jodie Foster… moja ulubiona aktorka amerykańska. Po obejrzeniu „Milczenia owiec” nie mogę odmówić jej talentu, a że już z 6 razy oglądałam i nie mam dość, więc zapragnęłam obejrzeć coś jeszcze. Co robi normalny użytkownik internetu? Wklepuje Jodie Foster na youtube i ciach
no i tak zrobiłam – po kilku prezentacjach jej twórczości i nie tylko, natrafiłam na scenę z filmu „Nell”… i coś we mnie drgnęło: ja już to gdzieś widziałam! Ale wieki temu… wieki… pamiętałam oczy tytułowej Nell. Odświeżyłam pamięć.
„Nell” to opowieść o młodej kobiecie, która mieszkała na przepięknym odludziu wraz z matką, która trzymała w tajemnicy fakt, iż posiada dziecko… tzn. dzieci. Jak się okazuje – Nell miała siostrę bliźniaczkę, z którą komunikowała się sekretnym językiem, tylko im znanym. Podobno bliźnięta tak mają. Matka umiera któregoś dnia, Nell zderza się z rzeczywistością. Jej aniołem – stróżem jest Jerome Lovell (w tej roli Liam Neeson). Dziewczyna żyje poza cywilizacją i radzi sobie świetnie, ma swój świat, do którego wpuszcza powoli swojego stróża i jego koleżankę Paulę Olsen (Natasha Richardson), która jest naukowcem i chce Nell zabrać do szpitala na badania, chce ją uczłowieczyć… ale czy to właściwie Nell potrzebuje uczłowieczenia?
W filmie jest coś z mistycyzmu… relacja Nell z jej zmarłą bliźniaczką jest poruszająca… i te oczy!
Foster to świetna aktorka, była pierwszą kobietą nagrodzoną Oscarem przed 30 rokiem życia. Film powstał w 1994 roku, po sukcesie „Milczenia owiec” z 1991 roku trudno się przebić z jakąkolwiek produkcją. „Nell” nie jest rewelacyjnym filmem – fabuła jest interesująca, choć trochę odrealniona, scena w sądzie jest już taka amerykańsko- ideologiczna… „Ludzie! jesteście smutni!”. Jest to ckliwe, ale co zrobisz? Nic nie zrobisz – taki to film. Jest pogodny, Foster nawet nieźle ukształtowała główną bohaterkę. Warto zobaczyć ten film choć by dla tych oczu tego dziecięcego spojrzenia. Nie będę się rozpisywać, bo warto i tyle.
Ile dajemy?