Browsing "Katalog recenzji"
kwi 1, 2012 - Recenzje filmowe    No Comments

Drzewo zadziwienia

Są filmy, które się ogląda i są filmy, które się przeżywa. Czasem jest pół na pół. W większości się ogląda, ale co, gdy bardziej się przeżywa? „Drzewo życia” ma w sobie 1% filmu i 99% przeżyć. Odkładałam obejrzenie go bardzo długo. Może podświadomie czułam, że to po prostu nie będzie łatwe. I nie było. Drzewo życia to drzewo poznania dobra i zła. Film o takim tytule nie może być łatwy. Wszystko, co w nim widzimy, najpierw dostrzegamy w sobie. Każdy na swój własny sposób odbierze film i zobaczy go inaczej, przeżyje go inaczej, inne emocje zabiorą widza w świat doświadczania, w stan, gdy najintensywniej się żyje.
Dziś usłyszałam pytanie „co znaczy żyć?”. W pierwszym momencie odpowiedziałam to znaczy kochać, potem dodałam, że to znaczy oddychać, jeść, myśleć, spać, odczuwać. Na początku filmu jest mowa o tym, że są dwie drogi: natury i duszy. Zapamiętałam tylko, że dusza uśmiecha się do wszystkich, a natura chce się sama zaspokajać. Następnie padają pytania o życie. Chwile, kiedy pierwszy raz w życiu zadajemy, kiedy pierwszy raz w życiu zdajemy sobie z czegoś sprawę, momenty, które czynią z nas to, kim jesteśmy, ulotne iskry, które budują naszą tożsamość. Jest beztroska, która jest największą siłą naszego ludzkiego serca, a później przychodzi czas, poprzez który się od niej oddalamy. Nie podróżujemy w przestrzeni, ale w czasie, który jest nam dany – świat nie zna czasu, tylko my go znamy, tylko my z nim walczymy, tylko dla nas jest. Wszystko istniej poza czasem, nawet nasze życie, które dostajemy do przebycia w czasie. Próbujemy rozwikłać zagadki, do której kluczem jesteśmy my sami, próbujemy zrozumieć bieg wydarzeń, który jest naszą przestrzenią życia odmierzaną łyżeczką czasu. Są dwie drogi: natury i miłości w istocie. Każdą z dróg symbolizuje moim zdaniem jedno z rodziców w filmie: matka miłości i ojciec natury. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale sposób, w jaki film jest zrobiony, działa jakby poza naszym rozsądkiem – lekko zarysowując historię pewnej rodziny, dotyka intymnych części duszy zarezerwowanej tylko dla nas samych. Nie staram się przeanalizować fabuły, bo można by się tu rozpisywać, ale chcę się skupić na tym ładunku emocji, jakie wywołał we mnie film. Czuję się jakbym spotkała się sama ze sobą. To tak jak zobaczyć życzliwą osobę sprzed lat, w której zostawiłeś cząstkę siebie. Świat się nie dziwi faktem, że sam przemija, bo jest poza czasem, a więc jest poza przemijaniem. A to my ustawicznie przemijamy i dziwimy się temu – coś, co kiedyś dla nas było załamaniem się świata, dziś jest błachostką. Czyż nie na tym polega Miłosierdzie Boga? On patrzy na nas naszymi oczami, które mamy na początku i na końcu swojej podróży. On się niczemu nie dziwi – jest jak wszystko, co stworzył – poza czasem. A my? Odkrywamy wciąż to, co znamy, co dostaliśmy – własne życze poprzez płaszczyznę czasu. A tych płaszczyzn jest nieskończenie wiele. Na tym polega nieśmiertelność. Przychodzi czas, gdy przestajemy się dziwić. Wtedy jest moment, by pójść dalej…
Dla mnie „Drzewo życia” to arcydzieło pełne piękna, prawdy życiowej i tego czegoś, za czym wszyscy tęsknimy – niektórzy nazwą to beztroską dzieciństwa, a ja nazwę to momentami, gdy żyjemy najintensywniej. Czy można cały swój czas żyć najintensywniej? Jak w dzieciństwie? Mam nadzieję, że tak i jedyne, co mogę zrobić to przestać myśleć o przemijaniu i dziwić się coraz to nowym płaszczyznom mojego życia, spotykać siebie na nowo – jak teraz, po obejrzeniu „Drzewa życia”. Polecam gorąco.

 

Wszystkich odlotów…

… a pewnie było ich sporo do końca nie „kupiłam”. Wszystkie odloty Cheyenne’a, bo o nich mowa to trzeba przyznać intrygujący film. Podobno gatunek też filmu to dramat i komedia i pewnie tak w istocie jest, choć mi ani do śmiechu ani do płaczu nie było. Każdy ma swoją drogę do dojrzewania wewnętrznego, a film ukazuje jedną z takich dróg. Dość ciekawą i chyba po prostu dziwną drogę. To ogólnie dla mnie dziwny film. Dziwny w pozytywny i negatywny zarazem sposób. Mi dał bardziej do myślenia niż budził jakieś emocje, a do myślenia dał w kierunku: o co chodzi? Ok, jest kilka symboli, kontrastów… ale tak naprawdę nie są zbyt oczywiste (zapalenie papierosa, ścięcie włosów, lot samolotem). Nie są to symbole zawoalowane, okryte jakąś poezją, ale… takie… hmmm…. jak by to najlepiej ująć… „jebutne”. Tak- widzowi jak krowie na rowie ukazana perspektywa dojrzewania wewnętrznego naszego głównego bohatera i tyle. Nieważne ile ma się lat, relacje z najbliższymi mają ogromny wpływ na nasze życie. Jeśli ktoś decyduje się być dzieckiem przez całe życie, a rodzice mu w tym ułatwiają np. odwracając się od niego, to jest to droga donikąd. Cheyenne po śmierci ojca stara się z nim „zaprzyjaźnić” na nowo odnajdując jego oprawcę z obozu koncentracyjnego. Czy jest za późno? Chyba nie. Tak wnioskuję, bo miłość rodzica do dziecka powinna budować, tworzyć, kształtować, kierunkować, więc gdy pozostaje pamięć o tych, co odeszli to musi być to pamięć odpowiedzialna, by zmieściła się w tej kanwie miłości rodzicielskiej, bo dziecko też musi się nauczyć tej miłości, by zostało rodzicem. Wiem – zagmatwałam to, ale chodzi mi o to, że bez tego „odpępowienia” nie pójdziemy dalej aż będziemy zabawni jak „prosię w deszcz” (porównanie zaczerpnięte z ks.Twardowskiego). To taka niekończąca się opowieść, historia zatacza nieustannie kręgi.

lis 5, 2011 - Recenzje płytowe    No Comments

SuperHeavy, czyli super ciężkie granie lżejsze od powietrza

Dawno nie słyszałam tak pozytywnego grania. Chociaż nazwa formacji może być myląca SuperHeavy to połączenie bardzo pozytywnych brzmień. W skład grupy wchodzą Joss Stone, Mick Jagger, David A. Stewart, A.R. Rahman, Damian Marley. Z takiego super połączenia musiało wyjść coś dobrego. Mamy tu mix kulturowy: od legendarnego rockmena rodem z The Rolling Stones po syna najsłynniejszego Jamajczyka w historii – Damian Marley’a. Owszem-granie jest niezwykle pozytywne i bogate brzmieniowo – skrzypce, elementy indyjskie, piękny głos Joss Stone i… Mick Jagger. Tak – tego nie da się porównać do niczego innego. Zabłysnęli przebojem „Miracle worker”, nawet fajny teledysk powstał. Ja zachęcam do przesłuchania płyty – nawet jako ciekawostkę muzyczną.

Strony:123456789»
Uses wordpress plugins developed by www.wpdevelop.com