Browsing "Felietony"
lis 19, 2011 - Felietony    No Comments

W obronie ks. Bonieckeigo

Zaczęło się od… hmmm… można by powiedzieć, że na początku było Słowo i to Słowo zamieszkało między ludźmi… a nie w książce. Jednak książka stała się dla ludzi ważniejsza niż Słowo mieszkające między nimi. Przyszedł dzień, że ktoś chciał wyrazić swoje oburzenie w związku z tym i ów książkę podarł… prawie publicznie, bo na zamkniętym koncercie, na którym byli sami zainteresowani takimi tematami ludzie. Nie zrobiło to na mnie wrażenia wiedząc, że tym kimś jest Adam Darski vel. Nergal – wokalista zespołu Behemoth. Jednak kogoś to zdziwiło, a wręcz zabolało i postanowił wnieść sprawę do sądu, który uniewinnił artystę. Ale to co już później się działo i dzieje to przechodzi ludzkie pojęcie. Oczywiście sprawę rozdmuchano, by móc zapunktować religijnością wśród społeczeństwa w czasie wyborów i ogólnie profilaktycznie być na plus. Nasz naród lubi walczyć, a tutaj walka toczyłaby się z samym szatanem, więc warto ją podjąć. I tak heroiczna walka o szukanie poklasku rozpoczęła się. Szkoda tylko, że ludzka nadgorliwość (bardzo delikatnie mówiąc) pada ofiarą manipulacji ze strony polityków i przedstawicieli Kościoła Katolickiego. W tym całym zamieszaniu usłyszałam jedyną sensowną wypowiedź ks. Bonieckiego w audycji telewizyjnej M.Olejnik. Mówił on o grze politycznej, o tym, że nawet Nergal nie jest satanistą, że jest to performance artystyczny używany na potrzeby show i to nie czyni człowieka wcieleniem zła. Boniecki mówi o drugim dnie nagonki na Darskiego. Kościół nie traci na takich wypowiedziach, ale zyskuje logiczny i chłodny osąd inteligentnego człowieka nieeskalującego problemów w celu ukrycia innych. Za dziecinne uważam atakowanie Nergala przez przedstawicieli Kościoła, bo nie dość, że wynika z tego jeszcze większy wydźwięk negatywny, a do tego pozwala na przyjmowanie stanowiska ogółu (wiernych)w imieniu poszczególnych, moim zdaniem niezbyt kompetentnych jednostek takich jak biskup włocławski Wiesław Mering lub arcybiskup gdański Sławoj Leszek-Głódź. Przykre jest, że wypowiedzi takich oszołomów decydują o stanowisku całego Kościoła, a jeśli ktoś ma odmienne to jest za to karany. Przecież to jest strzał w kolano. Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie przywiązywał wagi do wypowiedzi poniżej poziomu na temat osądów ks. Bonieckiego. Nergal w swoim niefortunnym show nazwał sektą Kościół Katolicki. Jest to osąd osoby postronnej, z którym można się zgodzić lub nie. Podarcie i zniszczenie Biblii było również bardzo ostrą formą wypowiedzi, ale warto się zastanowić w jakiej kwestii i co było jej przyczyną zamiast spiętrzać lawinę zwykłych negatywnych faktów krążących nad Kościołem. Konsekwencją tych wydarzeń jest to, że Nergal stał się jeszcze bardziej popularny i „szokuje nie szokując” w telewizyjnym show, następnie zakazano jedynemu inteligentnemu przedstawicielowi Kościoła swobody wypowiedzi, politycy potępiający Nergala zabłysnęli nowym światłem heroicznej walki o czystość duchową narodu, a nade wszystko Kościół znów pokazał jak bardzo jest podzielony i niespójny, a co za tym idzie przeczy swojej idei. Smutne to i tyle.

lis 12, 2011 - Felietony    No Comments

Też kiedyś byłam uczniem…

To jest dowód na to, że moje życie nic się nie zminiło: dalej jestem w szkole i nadal gram na gitarze

To jest dowód na to, że moje życie nic się nie zminiło: dalej jestem w szkole i nadal gram na gitarze

… i to wspomnienie wraca do mnie za każdym razem, kiedy mam chwilę czasu zatrzymać się nad własną pracą i z refleksją spojrzeć na to, kim teraz jestem. Najczęściej są to apele z różnych okazji – dnia nauczyciela czy choćby ostatni – z okazji Święta Odzyskania Niepodległości. Pamiętam, gdy miałam 18 lat, a były to czasy w sumie nie tak odległe, ale posiadanie numeru telefonu do nauczyciela było surowo wzbronione, baliśmy się uciekać z zajęć jak diabeł święconej wody, nie mówiąc już zapraszaniu nauczycieli na spotkania klasowe… pamiętam… jednak są rzeczy, które są nie zmienne. My też uwielbialiśmy apele, bo można było się urywać z lekcji, też mieliśmy przypały i też było fajnie. Tak naprawdę te apele to jest coś, co najmilej wspominam ze szkoły, bo nie tyle uczyły co to znaczy wyjść przed publikę, ale uczyły współpracy w grupie, dyscypliny, walki z tremą i sprawiały, że mieliśmy poczucie uczestniczenia w czymś dobrym. Cieszyło mnie to niezmiernie, bo zawiązywały się wtedy międzyklasowe przyjaźnie, można było pogadać sobie, pograć razem. To bardzo zbliża. To była moja IV klasa Liceum – cała pod znakiem integrowania się klasy i robienia rzeczy niekoniecznie związanych ze szkołą, ale dziejących się w szkole. Pamiętam dokładnie słowa mojego nauczyciela od informatyki – Pana Jerzego Kamyczka… zadał nam coś do zrobienia, na co ja odpowiedziałam: „ale to jest trudne, Panie Profesorze”. Wtedy on odpowiedział mi: „wszystko jest trudne zanim stanie się łatwe”. Dziś te słowa są mottem mojej klasy. Moi informatycy są w IV klasie i widzę w nich ten sam czas, który ja także przeżywałam tak niedawno… dziś sama jestem po drugiej stronie biurka, ale sercem czuję się jedną z nich czasem i do tego jeszcze jestem wychowawcą. Wiem, że ten czas minie bardzo szybko, ale wydaje mi się, że warto chwytać każdy dzień, by ta czwarta klasa została w ich pamięci tak samo jak moja we mnie.

 

lis 5, 2011 - Felietony    No Comments

Reggaeneruję umysł…

Zawsze… odkąd pamiętam najlepiej pracowało mi się przy reggae. To niesamowita muzyka. Najbardziej cenię twórczość Boba Marleya, bo nawoływał do wolności umysłu, do duchowej rewolucji, do równości. Muzyka reggae kojarzy się z czymś łatwym prostym i przyjemnym, ale w istocie tak nie jest. Wywodzi się z Jamajki, swój rozwój „przeżyła” w latach 50. poprzedniego wieku, by powoli prowadzić Jamajkę do uzyskania niepodległości w 1962 roku. Nazwa tego nurtu muzycznego bierze się od słowa Regga- Bob Marley twierdził, że to po hiszpańsku król muzyki. Może coś w tym jest. Jest coś w tej muzyce porywającego, zwłaszcza rytm… jak bijące serce. Warto przyjrzeć się bliżej tekstom Boba – w większości nawołują do czegoś głębszego niż palenie zielska, a niestety zdecydowana większość ludzi kojarzy ten nurt muzyczny z jedną z cech kultury jamajskiej. To smutne, bo ocenia się ludzi słuchających reggae jako luzaków będących wciąż na haju. Chodzi o to, by zdobywać wolność i oświecenie, nie mieć w sobie strachu ani łez, panować nad sobą, być ponad wszystko, co przyziemne, do końca walczyć, choćby przyszło walczyć z samym sobą. Jak? Niektórzy się modlą, inni medytują, inni tańczą, a czasem wystarczy włączyć coś, co po prostu porywa.Bo każdy ma prawo żyć, każdy ma prawo do szczęścia, każdy jest panem własnego świata wewnętrznego, a wszyscy jesteśmy inni, ale zawsze równi. I o to chodzi w muzyce reggae.

Co warto powiedzieć o Bob’ie i jego życiu? Zmarł na raka – zaczęło się od czerniaka złośliwego na palcu, potem były przerzuty na inne organy. Jeśli ktoś powie, że zaćpał się na śmierć – nie wierz.

Reggae dziś

Do współczesnych wykonawców, których cenię należą: Patrice a także Ben Harper (polecam szczególnie kawałek „With my own two hands„), oczywiście też nie może zabraknąć w moim gwiazdozbiorze Gentelmana i z całą jego twórczością. Naprawdę polecam :) w te wakacje do moich uszu dobiegła też muzyka reggae w wykonaniu… Micka Jaggera!?! Tak – to ten legendarny wokalista The Rolling Stones. Pokusiłam się o odnalezienie „Miracle worker” w wykonaniu formacji SuperHeavy, pod którą podpisuję się obiema rękami! WW, czyli Wielki Wypas muzyczny- ze skrzypcami, muzyką wielokulturową, synem Boba – Damianem, ale przede wszystkim wielką dawką pozytywnej energii xD słuchajcie, a znajdziecie! Polecam! Więcej w recenzjach płytowych :)

Strony:«1234567...47»
Uses wordpress plugins developed by www.wpdevelop.com