Browsing "Recenzje filmowe"
sie 22, 2011 - Recenzje filmowe    No Comments

Tożsamość kwiatu, czyli rzecz o obrzezaniu kobiet

Plakat filmu Kwiat Pustyni

Plakat filmu Kwiat Pustyni

Nie wiedziałam, nie przypuszczałam nawet, że można coś takiego zrobić kobiecie. Obejrzałam film oparty na faktach, na podstawie autobiograficznej książki autorstwa Waris Dirie p.t. „Kwiat pustyni” o takim samym tytule. Krzywda to zbyt nikłe słowo, by określić proceder, który wciąż praktykowany jest w Afryce. Od lat starożytnych rytualne usuwanie łechtaczek u małych dziewcząt było uznawane za dostępowanie „bycia kobietą”. Osoby, które nie zostały obrzezane określane są jako prostytutki. Usunięcie genitaliów oraz zaszycie ran często dokonywane jest starymi żyletkami bądź innymi „narzędziami” domowej roboty. Dziewczynki niejednokrotnie wykrwawiają się, doznają infekcji. To jest nie do pomyślenie jak wielką krzywdę wyrządza się ludziom w imię czego? Nawet nie chcę na to pytanie odpowiadać, bo nic, absolutnie nic nie tłumaczy takiego okrucieństwa. Gdy mężczyzna bierze za żonę obrzezaną kobietę ostrzem rozpruwa ją. To jest wstrząsające. Wiele kobiet ze względu na zły sposób zaszycia umiera przy porodach. Żyję w innej kulturze i to jest dla mnie obłęd jakiś. Zbiorowe szaleństwo. Zbrodnie rodzinne. Rany na całe życie. Okaleczenie fizyczne i psychiczne.

Waris Dirie

I tutaj pojawia się książka, a potem obejrzany przeze mnie film. Kultura jest ostrzem wymierzonym przeciw procederowi okaleczania kobiet. Czasem kultura jest jedyną bronią. Ktoś może powiedzieć, że to tylko film czy książka i że nic nie zmienią. Czy tak naprawdę nic? Świadomość ludzka się zmienia cały czas. Dla jednych jest to rytuał, a dla innych jest to zbrodnia. Film ukazuje historię przemiany, bo tak naprawdę bohaterka wzrastała w pewnym zakorzenionym od wieków przekonaniu o swojej kobiecości. Ona sama musiała uwierzyć w to, co dyktowało jej serce. Musiała znaleźć odwagę w sobie, by pójść w miejsce obrzezania, by uciec przed małżeństwem z jakimś starym obcym mężczyzną, by zacząć żyć, by w końcu zmienić myślenie o sobie samej i o przekonaniu, w jakim przez lata żyła. Jednak największą odwagę musiała znaleźć w sobie, by zacząć o tym mówić. Paradoksalnie to wielkie cierpienie stało się częścią jej tożsamości. Zapewne tą wielką ranę nosi w sobie nadal, ale uczyniła krok, by zmienić coś, by pokazać światu, że to zło dzieje się. Ilu z nas po prostu nie zdaje sobie sprawy z tego, co dotyka 6000 kobiet dziennie? …

Imię głównej bohaterki znaczy „kwiat pustyni”. Podobno znaczenie imienia ma wpływ na całe życie człowieka. Waris Dirie okazała się kwiatem na pustyni przemilczanego cierpienia. Zapewne wiele łez potrzeba było, by ów kwiat wyrósł i cieszę się, że mogłam zobaczyć film o tej niezwykłej osobie. Nie będę go oceniać, bo to nie ma sensu. Mogłabym się rozpisywać na temat pięknych krajobrazów, muzyki czy aktorki grającej główną rolę. Oceniając ten film, oceniałabym także przesłania, a to mija się z celem. Uważam, że jest to „lektura” obowiązkowa dla absolutnie każdej kobiety, by mogła dostrzec bogactwo wolności swojego ciała i duszy.

By zgłębić temat zapraszam do:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Obrzezanie_kobiet

http://pl.wikipedia.org/wiki/Waris_Dirie

sie 21, 2011 - Recenzje filmowe    No Comments

„District 9″, czyli rzecz o dyskryminacji

Polski plakat Dystrykt 9

Polski plakat Dystrykt 9

„District 9″ obejrzałam już jakiś czas temu, ale tak naprawdę dopiero chcę o nim pisać, bo muszę przyznać, że czuję się wstrząśnięta tym, co zobaczyłam i po prostu wracanie do filmu nie jest łatwe. No cóż, w pierwszym momencie myślałam, że to coś w stylu tych mega produkcji o nalocie kosmitów rodem z Hollywood, ale już od pierwszych minut filmu zmieniałam zdanie. To nie jest kolejny „Dzień niepodległości” to film o naszej ludzkiej niszczycielskiej naturze wobec wszelkiego, co inne. Jednak ta ludzka ułomność godzi w nas samych i obraca się przeciw nam. A jak to ukazali twórcy filmu?

W wielkim skrócie: obcy statek przylatuje sobie nad Johanesburg i no i co? I nic, więc ludzie postanowili dostać się do środka siłą. Wzięli narzędzia i po prostu wycieli dziurę, która zaprowadziła ich do wnętrza statku, gdzie znaleźli wycieńczonych obcych przypominających wyglądem krewetki. W życiu nie spodziewałam się, że krewetka może stać się obelgą, jednak stała się gdy kosmici zamieszkali wśród ludzi, a dokładniej w odseparowanym obozie, który z roku na rok stawał się obrazem nędzy i biedy. Ludzie odkryli, że obcy uwielbiają jeść karmę dla zwierząt i zrobią dla niej wszystko, oczywiście nasz gatunek zaczął to wykorzystywać. Poszliśmy też dalej. Chcąc pozyskać zaawansowaną technologię, ludzie dopuścili się morderczych badań na kosmitach. Po 28 latach ludzie postanowili „pozbyć się problemu” i przesiedlić kosmitów do innego obozu. Twórcy filmu ukazali kosmitów jako istoty silne i zdziwiło mnie, że nie zbuntowali się wobec traktowania ich jak niepotrzebne odpady. Jak pokazuje film – doskonale wiedzieli o tym, że ludziom tylko chodzi o to, by pozyskać ich technologię i ich powybijać do nogi. No cóż. Okazją do „ograniczenia ilości” obcych jest przesiedlenie. Do nadzoru akcji wybierają człowieka uległego, biurokratę, który większość swojego życia spędził moszcząc sobie ciepłe gniazdko rodzinne zza urzędowego biurka. Co więcej traktował kosmitów jako bezosobowe stwory. Przerażające było jak podpalił chatę pełną płodów obcych i miał z tego ubaw. Film ukazał jak system sprawił, że wrażliwy człowiek, bo takim niewątpliwie był Wikus Van De Merwe, nie dostrzega zła, które czyni. Nie dostrzega póki sam nie staje się „krewetką”, ale to już dla osób, które obejrzały film. Zmiana, która nastąpiła w tym człowieku nie tylko tyczy się jego egzystencji zewnętrznej, ale także wewnętrznej i ta zmiana pełna cierpienia ukazuje jak wielką krzywdę ludzie wyrządzają samym sobie przez dyskryminację innych. Zawsze może wydarzyć się w życiu coś, co sprawi, że to my będziemy ofiarami dyskryminacji – z wielu względów – niepełnosprawność, religia, pochodzenie, kolor skóry, orientacja seksualna czy nawet muzyka, której słuchamy. Nie trzeba być kosmitą, by cierpieć przez ludzi. Kiedyś ktoś powiedział mi takie słowa: jeżeli człowiek nie pomoże człowiekowi to kto pomoże ludziom? No właśnie.

Wikus Van De Merwe

Wikus Van De Merwe

Warto jeszcze wspomnieć o tym, że film jest w języku, w jakim nakręcony jest film. W pierwszym momencie myślisz, że to angielski… ale mają dziwny akcent. Wikipedia donosi, że jest to po angielsku, ale znajdziemy tam też Nyanja, Afrikaans, Zulu, XhosSotho Warto przyjrzeć się tym południowo-afrykańskim dialektom, bo przypominają angielski, ale niejednokrotnie mają inne pochodzenie. Idąc tropem „Dystryktu” warto przyjrzeć się tamtejszej kulturze, która mimo, że przypomina amerykańsko-europejską ma niejednokrotnie dużo ciekawszy wydźwięk.

Film uważam za najlepszy science fiction jaki widziałam i zdecydowanie fabuła nacechowana jest paletą powodów do przemyśleń na temat naszej codzienności. Często wracam do tego filmu z przyjemnością, ale przede wszystkim z refleksją.

Ocena: Zdecydowanie 10/10

sty 10, 2011 - Recenzje filmowe    No Comments

Za wszelką cenę żyć, czyli „Wszystko za życie”

Niesamowity film. Naprawdę. Może lepiej napisać: niesamowita historia? Prawdziwa historia? Owszem, prawdziwa. Jest w nas coś… jakieś pragnienie prawdy o nas samych, które możemy osiągnąć sięgając do dna naszej tożsamości. Tam gdzieś kryje się taka prawda, którą odgadujemy przez całe życie, choć jest częścią nas samych. Otrzymujemy w prezencie życie jako narzędzie zgłębiania tej prawdy w nas drzemiącej. Czasem trzeba stanąć naprzeciw losowi, czasem trzeba zaprzeć się samego siebie, by nadać odpowiedni bieg życiu, by nadać mu sens… by przeżyć. „Into the wild” to moim zdaniem film o prawdzie i o przebaczeniu. Ktoś może powiedzieć, że to sfilmowana historia jakiegoś buntownika, który nie lubił swoich rodziców. Skrzywdzili go, ale czy cena, jaką zapłacił była nie za wysoka? Wystarczyło wybaczyć tak by nie było… za późno. No właśnie. Film pełen reflekscji, pełen pięknych widoków, trud podróży młodego człowieka odczuwa się na własnej skórze. Dla mnie to epicka opowieść o dzisiejszym świecie i o tym jak w nim żyć, by nie stracić życia i by je zyskać tracąc je. W „Into the wild” odnajdujemy sposób na pójście inną drogą – zostawiając wszystko za sobą, nie decydując się na życie, na jakie każdy by się zdecydował. Po prostu. Inaczej niż wszyscy, na spotkanie z przeznaczeniem… na spotkanie z przyrodą i własnymi słabościami, na spotkanie z ludźmi, z którymi więzi okażą się drogowskazem. Lecz czasem człowiek idzie w odwrotną stronę niż wskazuje drogowskaz… pokłada nadzieję w samym sobie i to go gubi… ale tak naprawdę w życiu nie chodzi o to by być silnym, tylko by się takim czuć cały czas…

Kilka słów o genialnej muzyce filmowej… w pierwszym momencie myślałam, że to Bruce Spreengsteen, ale nie… to Eddie Vedder. Niesamowita muzyka. Polecam ogromnie!

Reżyserem jest mój ulubiony aktor :) Sean Penn… i wszystko jasne.

Ocena nieodwołalna: 10/10

i jeżeli jeszcze tego filmu nie obejrzałeś (aś) – wszystko przed Tobą!

Strony:1234567»
Uses wordpress plugins developed by www.wpdevelop.com