Browsing "Recenzje płytowe"
lis 5, 2011 - Recenzje płytowe    No Comments

SuperHeavy, czyli super ciężkie granie lżejsze od powietrza

Dawno nie słyszałam tak pozytywnego grania. Chociaż nazwa formacji może być myląca SuperHeavy to połączenie bardzo pozytywnych brzmień. W skład grupy wchodzą Joss Stone, Mick Jagger, David A. Stewart, A.R. Rahman, Damian Marley. Z takiego super połączenia musiało wyjść coś dobrego. Mamy tu mix kulturowy: od legendarnego rockmena rodem z The Rolling Stones po syna najsłynniejszego Jamajczyka w historii – Damian Marley’a. Owszem-granie jest niezwykle pozytywne i bogate brzmieniowo – skrzypce, elementy indyjskie, piękny głos Joss Stone i… Mick Jagger. Tak – tego nie da się porównać do niczego innego. Zabłysnęli przebojem „Miracle worker”, nawet fajny teledysk powstał. Ja zachęcam do przesłuchania płyty – nawet jako ciekawostkę muzyczną.

Rewelacyjna 21. Adele

Pamiętam jak usłyszałam Chaising Pavements… i ten teledysk – pomyślałam „artystka przez wielkie A”. Naprawdę głos cudowny, ma to „coś”… jednak po przesłuchaniu najnowszej płyty pod skromnym tytułem „21″, stwierdzam, że Adele tworzy arcydzieła muzyczne. Naprawdę niezwykle dobrze się słucha każdego kawałka, wszystko jest bardzo klimatyczne i wręcz urocze. Przeplecione autentycznością i jakąś emocją, której nie da się określić – coś na kształt tęsknoty i głębokiej zadumy. Piosenki dojrzałe, piękne – co tu dużo kryć – trzeba przesłuchać i pojeździć samochodem przy: „Roumor has it” i przy wielkim przeboju „Rolling in deep”.

Sama Adele to ciekawa osobowość, piękny głos. Kobiecość aż emanuje z niej i jej piosenek. Jest delikatna i ciepła, ale gdy trzeba pokazuje pazur – tak jak w jej piosenkach. Bardzo polecam płytę. Gorąco wręcz.

Moja ocena: 10/10

sty 11, 2010 - Recenzje płytowe    No Comments

„The Elements of Freedom” – recenzja płyty Alicii Keys

„Too bad…” nie dlatego, że „…love is blind”, ale że płyta jest… kiepska. Przynajmniej dla mnie. Wiązałam z tą płytą ogromne nadzieje, zwłaszcza po singu w duecie z Jay-Z – „Empire State of mind” lub jak kto woli „New York”. Utworek jest świetny, a tu dostaliśmy płytę nijaką, bez odkrywczych brzmień, bez tego czegoś tak charakterystycznego brzeminiowo, bez ambitnych rozwiązań zarówno muzycznych jak i tekstowych. Zapowiadało się naprawdę nieźle – poprzednia płyta była dla mnie zadziwiająca, a tu klops. Jeszcze pojedyńcze kawałki są do przełknięcia „Doesn’t Mean Anything” jest naprawdę sympatyczne. Nie ma fajerwerków, jest ckwliwe, mdłe i podchodzi pod Natashę Bedingfield, ale wpada w ucho i daje jakiś taki power, ale reszta? Read more »

Strony:12»
Uses wordpress plugins developed by www.wpdevelop.com