Recenzje płytowe
No Comments Muzyka spadającego w środku zimy bez zimy, czyli „Hard Land of Wonder” by Anita Lipnicka
Od dobrych kilku lat nie przeżywałam zimy. Nie zauważam kiedy przychodzi ta magiczna pora roku póki nie spadnie tyle śniegu, że nie mogę otworzyć drzwi. A przecież teraz (listopad, grudzień) zima jak najbardziej JEST. Trudno o tym pamiętać stojąc w sążnistym deszczu, gdy wiatr hula targając czuprynę i przyprawiając o dreszcze. A dla mnie zima to moment, gdy wychodzisz z domu,a mróz zatyka ci nos przeraźliwym chłodem. Zima to słońce odbite w miliardach drobinek śniegu. To lód, na którym każdy człowiek jest równy (nawet polityk może się wywalić na lodzie!). Zima skrzypienie śniegu pod butami. To moment, gdy siedzisz na przystanku wsłuchując się w spadające bezszelestnie płatki śniegu. A tutaj co? PUSTKA! Zimny deszcze, zimny wiatr, zimne słońce. To ma być zima? Wrrr…! Sądziłam, że już mnie nic nie zdoła wpędzić w melancholijny zimowo-wieczorny nastrój. Aż tu nagle dostałam zaskakującą informację o nowej płycie Anity Lipnickiej. Solowej płycie. W pierwszym momencie przyszły mi do głowy rozterki czy to będzie dobry materiał czy może taki jak z czasów solowych płyt Anity przed duetu z Porterem? I co? I zima przyszła sama…