Felietony
No Comments Kocham ten zawód :D
nic więcej nie napiszę, bo może ktoś stwierdzi, że jestem najgorszym nauczycielem na świecie, bo brak mi dystansu, ale co tam! xD
Felietony
No Comments nic więcej nie napiszę, bo może ktoś stwierdzi, że jestem najgorszym nauczycielem na świecie, bo brak mi dystansu, ale co tam! xD
Felietony
No Comments
Zaczęło się od… hmmm… można by powiedzieć, że na początku było Słowo i to Słowo zamieszkało między ludźmi… a nie w książce. Jednak książka stała się dla ludzi ważniejsza niż Słowo mieszkające między nimi. Przyszedł dzień, że ktoś chciał wyrazić swoje oburzenie w związku z tym i ów książkę podarł… prawie publicznie, bo na zamkniętym koncercie, na którym byli sami zainteresowani takimi tematami ludzie. Nie zrobiło to na mnie wrażenia wiedząc, że tym kimś jest Adam Darski vel. Nergal – wokalista zespołu Behemoth. Jednak kogoś to zdziwiło, a wręcz zabolało i postanowił wnieść sprawę do sądu, który uniewinnił artystę. Ale to co już później się działo i dzieje to przechodzi ludzkie pojęcie. Oczywiście sprawę rozdmuchano, by móc zapunktować religijnością wśród społeczeństwa w czasie wyborów i ogólnie profilaktycznie być na plus. Nasz naród lubi walczyć, a tutaj walka toczyłaby się z samym szatanem, więc warto ją podjąć. I tak heroiczna walka o szukanie poklasku rozpoczęła się. Szkoda tylko, że ludzka nadgorliwość (bardzo delikatnie mówiąc) pada ofiarą manipulacji ze strony polityków i przedstawicieli Kościoła Katolickiego. W tym całym zamieszaniu usłyszałam jedyną sensowną wypowiedź ks. Bonieckiego w audycji telewizyjnej M.Olejnik. Mówił on o grze politycznej, o tym, że nawet Nergal nie jest satanistą, że jest to performance artystyczny używany na potrzeby show i to nie czyni człowieka wcieleniem zła. Boniecki mówi o drugim dnie nagonki na Darskiego. Kościół nie traci na takich wypowiedziach, ale zyskuje logiczny i chłodny osąd inteligentnego człowieka nieeskalującego problemów w celu ukrycia innych. Za dziecinne uważam atakowanie Nergala przez przedstawicieli Kościoła, bo nie dość, że wynika z tego jeszcze większy wydźwięk negatywny, a do tego pozwala na przyjmowanie stanowiska ogółu (wiernych)w imieniu poszczególnych, moim zdaniem niezbyt kompetentnych jednostek takich jak biskup włocławski Wiesław Mering lub arcybiskup gdański Sławoj Leszek-Głódź. Przykre jest, że wypowiedzi takich oszołomów decydują o stanowisku całego Kościoła, a jeśli ktoś ma odmienne to jest za to karany. Przecież to jest strzał w kolano. Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie przywiązywał wagi do wypowiedzi poniżej poziomu na temat osądów ks. Bonieckiego. Nergal w swoim niefortunnym show nazwał sektą Kościół Katolicki. Jest to osąd osoby postronnej, z którym można się zgodzić lub nie. Podarcie i zniszczenie Biblii było również bardzo ostrą formą wypowiedzi, ale warto się zastanowić w jakiej kwestii i co było jej przyczyną zamiast spiętrzać lawinę zwykłych negatywnych faktów krążących nad Kościołem. Konsekwencją tych wydarzeń jest to, że Nergal stał się jeszcze bardziej popularny i „szokuje nie szokując” w telewizyjnym show, następnie zakazano jedynemu inteligentnemu przedstawicielowi Kościoła swobody wypowiedzi, politycy potępiający Nergala zabłysnęli nowym światłem heroicznej walki o czystość duchową narodu, a nade wszystko Kościół znów pokazał jak bardzo jest podzielony i niespójny, a co za tym idzie przeczy swojej idei. Smutne to i tyle.
Felietony
No Comments 
To jest dowód na to, że moje życie nic się nie zminiło: dalej jestem w szkole i nadal gram na gitarze
… i to wspomnienie wraca do mnie za każdym razem, kiedy mam chwilę czasu zatrzymać się nad własną pracą i z refleksją spojrzeć na to, kim teraz jestem. Najczęściej są to apele z różnych okazji – dnia nauczyciela czy choćby ostatni – z okazji Święta Odzyskania Niepodległości. Pamiętam, gdy miałam 18 lat, a były to czasy w sumie nie tak odległe, ale posiadanie numeru telefonu do nauczyciela było surowo wzbronione, baliśmy się uciekać z zajęć jak diabeł święconej wody, nie mówiąc już zapraszaniu nauczycieli na spotkania klasowe… pamiętam… jednak są rzeczy, które są nie zmienne. My też uwielbialiśmy apele, bo można było się urywać z lekcji, też mieliśmy przypały i też było fajnie. Tak naprawdę te apele to jest coś, co najmilej wspominam ze szkoły, bo nie tyle uczyły co to znaczy wyjść przed publikę, ale uczyły współpracy w grupie, dyscypliny, walki z tremą i sprawiały, że mieliśmy poczucie uczestniczenia w czymś dobrym. Cieszyło mnie to niezmiernie, bo zawiązywały się wtedy międzyklasowe przyjaźnie, można było pogadać sobie, pograć razem. To bardzo zbliża. To była moja IV klasa Liceum – cała pod znakiem integrowania się klasy i robienia rzeczy niekoniecznie związanych ze szkołą, ale dziejących się w szkole. Pamiętam dokładnie słowa mojego nauczyciela od informatyki – Pana Jerzego Kamyczka… zadał nam coś do zrobienia, na co ja odpowiedziałam: „ale to jest trudne, Panie Profesorze”. Wtedy on odpowiedział mi: „wszystko jest trudne zanim stanie się łatwe”. Dziś te słowa są mottem mojej klasy. Moi informatycy są w IV klasie i widzę w nich ten sam czas, który ja także przeżywałam tak niedawno… dziś sama jestem po drugiej stronie biurka, ale sercem czuję się jedną z nich czasem i do tego jeszcze jestem wychowawcą. Wiem, że ten czas minie bardzo szybko, ale wydaje mi się, że warto chwytać każdy dzień, by ta czwarta klasa została w ich pamięci tak samo jak moja we mnie.
Uses wordpress plugins developed by www.wpdevelop.com