Tagged with " Kraków"
paź 20, 2009 - Felietony    No Comments

Nosorożec Kraków On Tour

Po raz drugi wybrałyśmy się autobusem do Krakowa. Z Ostrowi jest to dystans raptem 450 km, a PKSem jedzie się tam około 10 godzin (wsiadamy coś około 17:00 w Ostrowi, na miejscu jesteśmy 4:00 rano). Zdecydowanie lepiej jest jechać pociągiem z Warszawy, ale wiem, że dziewczyny robią to m.in. ze względu na mnie i mój kręgosłup. Poza tym nie lubię PKP, ale jeśli życie mnie przymusi to jadę. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jeszcze tego roku życie przymusi mnie aż 3 razy. No cóż… życie. PKS z Białegostoku do Zakopanego zajeżdża do Łodzi, Częstochowy. Podróż mija jak zwykle szybko. Wyżeram dziewczynom kanapki (uwielbiam jeździć z odpowiedzialnymi ludźmi, który tachają termos pełen herbaty i kanapki, które mogę potem wysępić). Przeżywamy swoistego rodzaju dejavu z przełomu sierpnia i września 2008, kiedy to po raz pierwszy wybrałyśmy się do Krakowa.

Popijałyśmy z prezentu, jaki dałyśmy Ani na urodziny w postaci piersiówki z zawartością (żurwinowa finladnia). Było nam niewygodnie, ale bardzo wesoło. Tak samo było i tym razem. Oczywiście mijając dworzec autobusowy w Wyszkowie, dziewczyny nie omieszkały przypomnieć moją przygodę natury fizjologicznej, która mogłaby sie skończyć bardzo źle, gdyby nie tenże dworzec, a dokładniej toi toi stojący obok. Od tego czasu w widocznym miejscu umieszczono napis „WC” na jednej z budek. Mam wrażenie, że przyczyniłam się do tego wpadając na poczekalnię z krzykiem „TOALETA!!??”.

nie kupiłam czapy, ale żałuję...

nie kupiłam czapy, ale żałuję...

Podróż mijała sennie, ale jechała z nami bardzo sympatyczna pani z córką, która była przykładem i potwierdzeniem na to, że można opowiedzieć historię swojego życia zupełnie obcej osobie, której się już nigdy więcej nie spotka i czasem jest to łatwiejsze niż kiedykolwiek.
Read more »

paź 31, 2007 - Felietony    No Comments

Pokrakowskie spotkania z choróbskiem

Po Krakowie została mi nie wiedzieć czemu dziwna duszność i chora krtań. Zauważam nawet pewną zależność z innymi wyjazdami (tegoroczne Kłanino, Lednica), często wracam z chorym gardłem, a dokładnie z niezdolnością do mówienia. Ciężka sprawa. Nie wiem z czym to ugryźć. Do tego dochodzi katar i robi się niemiłe choróbsko. W dzieciństwie wiele chorowałam. Jednak to był czas, gdy podejmowałam trud edukacji „wyższej” – dużo rysowałam poznając przy tym historię mojej Ojczyzny. Pamiętam kiedyś wraz ze mną zachorowała moja Siostra Ania i leżałyśmy sobie w jednym łóżku po przeciwnych stronach kołdry, słuchałyśmy zespołu UB40 i rysowałyśmy z takich dużych czerwonych ksiąg, które prawdopodobnie są pamiątką po pradziadku ze strony Mamy. Było tam mnóstwo niezwykłych rycin koni w najróżniejszych. Skrupulatnie przerysowywałam je. Odkryłam wtedy malarstwo Kossaka, które pogłębiłam gapiąc się w pamiątkowy kalendarz z 1985 roku, który każdy miesiąc zawierał inny obraz tegoż malarza. Tam też w miesiącu sierpniu zobaczyłam datę zakreśloną czerwoną kratką, prawdopodobnie przez mojego Tatę – 6 sierpnia, czyli data moich narodzin. Z każdej choroby widać bierze się coś, co nie do końca jest z nią związane, ale w niej ma korzenie. Jeśli zaistnieje jakiś brak to trzeba go czymś wypełnić – czymś lepszym. Tutaj moim brakiem było nie chodzenie do szkoły. Read more »

paź 29, 2007 - Felietony    1 Comment

Kraków

Kraków

KrakówGdybym miała pisać o tym, jaką rolę w moim dotychczasowym życiu odgrywał Kraków, to wszelki czytelnik miałby śmiałe prawo do tego, by mnie wyśmiać, bo nigdy przedtem nie byłam w Krakowie. Jak można twierdzić, że jakieś miejsce ma ciebie wpływ jeśli nigdy tam nie byłeś? Ktoś mógłby powiedzieć: to tylko miasto, miejsce na mapie, zabytkowe budynki i mieszkający tam ludzie. I absolutnie miałby rację! Jednak czy można opisywać owoc po jego kształcie czy kolorze skórki? Czyż nie chodzi o smak? O zapach? Nie pisać o pestkach, z których będzie drzewo? Czyż można nie opisać drzewa, na którym owoc dojrzał? Kraków jest jak owoc, którego nie sposób poznać nie próbując go, nie zaznając go. Jednak zawsze można czytać, oglądać z daleka, podziwiać, słuchać innych, którzy mieli okazję rozkoszować się owym owocem. Tak było ze mną. Na samo słowo „Kraków” przychodziło mi do głowy pewne wyobrażenie budowane przez wiele, wiele momentów rozproszonych w czasie, wzmagających apetyt na ten kąsek. KrakówKraków stał się moją własną osobistą legendą, mitem, niedoścignionym marzeniem, magicznym tchnieniem wieczności. Uosobiłam go w swojej głowie jak uosobiłam uprzednio Warszawę zaznając jej aż nadto.
Czekała na ten dzień z niecierpliwością, chciałam aby był starannie przygotowany, aby zaznać Krakowa nie skalając go w jakiś turystyczny sposób. Bo naprawdę można jechać tam, gapić się na wszelkie budynki, nawet można im zdjęcia robić. Ale czy w tym rzecz? Zdecydowanie nie. Tym bardziej cieszę się z tego weekendu i tym bardziej oszałamiają mnie okoliczności mojego pierwszego wyjazdu do Krakowa. Read more »

Uses wordpress plugins developed by www.wpdevelop.com