Wiedziałam – nie zasnę póki nie napiszę… pierwszy raz popłakałam się ze śmiechu. Nie sądziłam, że to możliwe, ale popłynęły mi łzy i śmiałam się do rozpuku. Przeszli samych siebie. Nie sądziłam, że będzie aż tak zabawnie, że będę tam siedzieć i gdakać ze śmiechu. Naprawdę przerosło moje najśmielsze oczekiwania to, „czego nie widać”.
Ale od początku. Po 14 miesiącach wytężonej pracy doczekaliśmy się premiery sztuki autorstwa Michaela Frayna „Czego nie widać”. Bez dwóch zdań sztuka jest niezwykle nowatorska patrząc przez pryzmat „Kotłowni”, bowiem składa się z trzech aktów. Przy każdej przerwie ludzie zdawali się być coraz bardziej rozbawieni i ożywieni. Pierwszy akt to próba generalna spektaklu – są aktorzy, jest reżyser (w tej roli Rafał Swaczyna). Mają lekki stresik, bowiem czas goni, a aktorzy zdają się być jeszcze w lesie ze sztuką. Poznajemy też obsługę spektaklu: Poppy (Alicja Bauer) oraz Tim (Piotr Trentowski). W miarę upływu akcji poznajemy relacje pomiędzy poszczególnymi aktorami i oczywiście jak to wpływa na ich grę. Wyraźnie to widać w drugim akcie, gdy przenosimy się za kulisy. Tam to się dopiero dzieje! Mamy tu sceny zazdrości, prawie morderstwo, alkohol, agresję przy pomocy roślin doniczkowych a także zaskakującą końcówkę. Ale to i tak nic w porównaniu do trzeciego aktu, gdy znów przenosimy się na scenę, gdy oglądamy już gotowy spektakl. W gruncie rzeczy widzimy go po raz trzeci, ale… jest to najbardziej niezwykły i najbardziej zaskakujący z aktów. Read more »